Ślub w dobie kryzysu

Młodzi ludzie coraz częściej stają prze dylematem czy ślub ma być dla całej rodziny czy tylko grona najbliższych. Nad tym jaki sposób świętowania najważniejszego dnia we wspólnym życiu zastanawiają się niemal wszystkie przyszłe małżeństwa. Bo wbrew pozorom nie tak łatwo jest określić, czy lepiej zrobić huczne przyjęcie dla wszystkich wujków, ciotek i kuzynów, czy postawić na kameralną zabawę w gronie najbliższych.

I wcale nie chcę rozwiązywać tego dylematu, bo to jaki sposób świętowania się wybierze zależy od indywidualnych predyspozycji. Za to zamierzam przedstawić Wam moje spojrzenie na polskie wesela- te duże, jak i nieco mniejsze pod względem liczby gości i tak zwanej „pompy”.
Musi być hucznie- czyli motyw przewodni dwudziestowiecznych wesel
W Polsce wesela zawsze były celebrowane w wyjątkowy sposób, to znaczy im więcej ludzi, tym większy szacunek. Oczywiście żartuję, to takie spojrzenie na wielkie „weseliska” z ubiegłych wieków, z przymrużeniem oka. Jeszcze w latach 80-tych, czy 90-tych dominowało przekonanie, że wesele musi być wystawne. Trzeba było zapraszać bliską i daleką rodzinę z drugiego końca Polski, znajomych, sąsiadów i kogo tam się jeszcze dało. Dlaczego? Bo wtedy urządzanie hucznych imprez w postaci wesel było powodem do dumy, chwalenia się niezaproszonym przez tych, którzy dostąpili tego zaszczytu i pokazania przybyłej z całego kraju rodzinie jak to się nam dobrze powodzi. Dla tych, którzy tego nie przeżywali może wydawać się to śmieszne, a nawet abstrakcyjne, ale naprawdę tak było. Wystarczy obejrzeć znaną całej Polsce komedię o wdzięcznym tytule „Kogiel-Mogiel”, w której ojciec przyszłej panny młodej zamawia na ślub hektolitry wysokoprocentowego alkoholu i coca-coli będącej w owych czasach rarytasem. Właśnie tak wyglądały wesela jeszcze kilkanaście lat temu, a to co Wyspiański napisał w „Weselu” nie jest wcale fikcją literacką- wtedy to się dopiero bawili. Pewnie zauważyliście, że w organizowaniu tych hucznych imprez inicjatywę przejmowali zazwyczaj rodzice młodej pary. To oni dawali pieniądze, ustalali kogo trzeba zaprosić i jak będzie wyglądać całe wesele.
Im mniej gości- tym mniej wydatków
Jednak z biegiem czasu wszystko uległo zmianie. Teraz to państwo młodzi chcą decydować o tym jak będzie wyglądał najważniejszy dzień ich życia. Dlatego coraz częściej urządzane są kameralne przyjęcia w przytulnych restauracjach. Rodzice nie mają już tak wiele do powiedzenia, więc nie trzeba zapraszać ciotki z Wąchocka i kuzynki ze strony drugiej żony wujka Mietka. Młodzi zapraszają coraz częściej tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół. Jest to o tyle lepszym rozwiązaniem, że nie muszą odkładać pieniędzy na wesele przez trzy lata i rozsyłać zaproszeń po całej Polsce żeby nikt z dalszej rodziny nie czuł się urażony tym, że go nie zaproszono. Wiadomo też, że takie kameralne przyjęcia odbywają się w kulturalniejszej atmosferze niż te huczne imprezy, które równie dobrze można by nazwać zjazdami rodzinnymi. Dzieje się tak z jednego prostego powodu: na tych pierwszych jest mniej gości, a co za tym idzie łatwiej nad nimi zapanować. Oprócz tego takie kameralne wesela są bardziej magiczne, bo zazwyczaj robi się je w niedużych, klimatycznych restauracjach, a nie jak w wypadku tych większych, w ogromnych domach weselnych, w których rozbrzmiewa weselna kapela przy której goście mają się po prostu dobrze bawić, a narządy węchu męczy zapach alkoholu spożywanego przez całą rodzinę, która z każdym kieliszkiem staje się sobie coraz bliższa.
A więc jakie wesele lepiej zrobić- huczne czy kameralne? Na to pytanie wciąż każdy musi sam znaleźć odpowiedź. Niektórzy wola wielkie imprezy z „pompą”, a inni magiczne przyjęcia w gronie najbliższych. Oczywiście nikt nie powiedział, że nie można tego połączyć. Duże wesele też może być magiczne, ale niestety trudniej to zrobić, ponieważ selekcjonowanie gości spośród bliższej i dalszej rodziny nie zawsze cieszy się przychylnością wśród samych zaproszonych, jak i tych, do których listonosz zapukał tylko z rachunkami, a nie białą, zdobiona kartką z wykaligrafowanymi imionami przyszłych małżonków.

Dodaj komentarz